Zaznacz stronę

Był czas kiedy oglądałam sporo programów dotyczących porządkowania przestrzeni. Przeróżnych od angielskiej wersji „perfekcyjnej pani domu”, przez „porządek musi być” po jakiś program, którego tytułu nie pamiętam ale dotyczył sprzątania zagraconych domów przez ekipę w skład której wchodzili też dekoratorzy albo projektanci wnętrz i na finał każdego takiego programu wnętrza oprócz tego, że były wysprzątane to miały zmieniony układ mebli na bardziej wygodny dla mieszkańców.

Na finał często jak to w takich programach bywa były łzy wzruszenia i/lub radość z powodu wprowadzonych zmian.

To nie były takie programy, w których są pokazywani ludzie chorzy zbierający dosłownie WSZYSTKO (śmieci też)- bo i takie też widziałam.

To były domy, w których mieszkały zwyczajne rodziny i jedna lub więcej osób przez lata gromadziła rzeczy i nie umiała ich oddać nie wspominając o wyrzuceniu i to zbieractwo zaczęło innym przeszkadzać, a nie przeszkadzało zbierającemu. Albo dzieci się wyprowadziły, a rodzic/rodzice zostali sami i tak jedno z nich gromadzi i gromadzi. Podsumowując ktoś (koleżanka/córka/syn/żona/mąż/kolega) namawiał taką/takie osoby do zgłoszenia się do programu.

Oglądałam te programy bo widziałam w nich nadzieję dla „chomików-zbieraczy”, że można pomóc, że nie są skazani na swoje zbieractwo do końca życia.

Oglądałam te programy do czasu, kiedy to zobaczyłam odcinek, w którym ekipa jedzie po jakimś dłuższym czasie sprawdzić kilka posprzątanych i urządzonych wcześniej domów. Chcieli zobaczyć czy jest porządek czy ich praca nie poszła na marne.

W tym odcinku zobaczyłam, że w większości tych miejsc niestety porządku nie ma, zbieractwo znowu jest i straciłam wszelką nadzieję 🙁

Coś poszło nie tak.

Nie wiedziałam co.

To pytanie bardzo długo chodziło mi po głowie, ale nie umiał znaleźć na nie odpowiedzi.

Teraz myślę, że rozwiązałam tę zagadkę.

„Chomik-zbieracz” powinien sam podjąć decyzję o porządkach. To nie jest proste żeby tą decyzję podjął/ęła. Nie wiem czy i jak doprowadzić „chomika- zbieracza” do jej podjęcia. Mnie nikt by do tego nie zmusił, więc wiem, że zmuszanie i naciski nie dadzą zbyt wiele.

To samo obserwuję u osób, którym pomagałam w porządkowaniu ubrań. Dopiero po podjęciu decyzji możliwa była współpraca. Bez tego szkoda byłoby naszego wspólnego czasu.

Kolejna ważna sprawa to zaprzestanie bezrefleksyjnego kupowania i przyjmowania rzeczy, które ktoś chce sprzedać lub oddać. Bez tego da się uporządkować przestrzeń, ale po jakimś czasie sytuacja może wrócić do punktu wyjścia bo tu promocja tam promocja. To się przyda i tamto się przyda. „Nie mam wprawdzie za bardzo miejsca ale się gdzieś zawsze upchnie to jakoś.”

 A później jak przychodzi do porządkowania to dopiero zaczyna się jazda. Tym bardziej, że często te nagromadzone „skarby” okazują się dla innych kompletnie nieprzydatne, niekoniecznie ktoś chce je odkupić, nawet za darmo może być ciężko znaleźć dla nich innego właściciela (wiem z własnego doświadczenia) i nie wiadomo czy to wyrzucić czy co z tym zrobić?

A tak wcześniej można się zastanowić czy rzeczywiście jest mi to potrzebne? czy rzeczywiście to chce? czy będę miał/a czas i chęci, żeby np. odnawiać ten darowany mebel? Czy naprawdę chce chodzić w tej sukience, która nie do końca mi się podoba ale ktoś mi chce ją oddać za darmo, wiec jest okazja? Czy mam na te rzeczy miejsce?

 OKAZJA/PROMOCJA/RABAT/ZA DARMO/TANIO – jak się pojawiają te słowa dobrze jest zadać sobie kilka pytań, żeby się w przyszłości nie zastanawiać nad milionem dawnych „okazji” z którymi nie wiem co zrobić bo przewracają mi się po domu.